Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podsumowania. Refleksyjnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podsumowania. Refleksyjnie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 stycznia 2016

Podróżnicze podsumowanie 2015

     Nie będę oryginalna, wraz z pierwszym postem w 2016 roku podsumuję wydarzenia roku minionego i pochwalę się kilkoma planami na ten nadchodzący. Pierwszą refleksją jaka naszła mnie, gdy zegary wybiły północ stanowiącą magiczną cezurę mijającego czasu, było to, że od pięciu lat spędzam Sylwestra w podróży. Biorąc pod uwagę złotą myśl, że jaki Sylwester, taki cały rok - nie mam na co narzekać. Fakt, choć o podróżowaniu marzyłam od zawsze, to ostatnie kilka lat czynię to ze wzmożoną do granic niemożliwości częstotliwością :)
   
     A jaki był ten odchodzący, 2015 rok? Intensywny na pewno, bardzo pouczający, pełen wyzwań, pełen nauki. Tej w ścisłym tego słowa znaczeniu, a także takiej szeroko pojętej życiowej nauki. Wiele dowiedziałam się o sobie i ludziach obecnych w moim życiu. Na pewno był to dla mnie ważny rok. Nie zawsze było łatwo. Ale na pewno każde wydarzenie wniosło coś do mojego życia.

     Gdzie byłam, co widziałam, robiłam...

     W podróży rozmaitej spędziłam 203 dni.

     Dzięki Bogu za pracę, w której mogę podróżować :)

     Odwiedziłam 11 europejskich krajów. Niektóre kilkakrotnie.

     Oczywiście Top of the Top mojej listy znajdują się Włochy. W Bella Italia byłam w minionym roku ponad dziesięć razy. Tendencja zwyżkowa mi się podoba :) Kilkakrotnie odwiedziłam Wenecję, Rzym, Watykan (osobne skądinąd państwo...), Sienę, San Gimignano, Florencję, Pizę, Bolonię, Monte Cassino, a także mój kochany Neapol, Pompeje, wyspę Capri i Weronę. Spędziłam też przemiły czas w Trydencie na wyjeździe narciarskim. Byłam również nad Lago Maggiore, Lago di Garda, a także w Turynie i niewielkich, ale sympatycznych miejscowościach Piemontu, jakimi są Oropa czy też Re. Włochy niezmiennie mnie zachwycają swoją kulturą, językiem, historią, krajobrazami, ludźmi, jedzeniem, muzyką, tradycjami. Czuję się tam dobrze, jak w drugim domu. Myślę sobie, że gdybym miała w jakimkolwiek kraju oprócz Polski osiąść kiedykolwiek na stałe, to na pewno byłyby to Włochy. Mam nadzieję, że rok 2016 przyniesie jeszcze więcej podróży na Półwysep Apeniński. Zawsze też poniekąd na nowo odkrywam uroki Italii dzięki moim turystom (jeśli są to podróże służbowe) i dzięki temu widzę kolejne aspekty, które w tym kraju mogą zauroczyć bez reszty.





     Kolejnym krajem często przeze mnie odwiedzanym w 2015 roku były Czechy. I prywatnie i służbowo, byłam tam również kilkanaście razy. Praga, Skalne Miasto, Brno, Nachod, Morawy - widziałam w minionym roku. Zresztą nawet Sylwestra dane było mi spędzić w czeskiej stolicy, z wyjątkowymi ludźmi i w wyjątkowej atmosferze. Nie sposób tego kraju nie lubić. Doszukuję się kolejnych ciekawostek, różnic i podobieństw między nami a naszymi południowymi sąsiadami. Dobrze się czuję w Czechach, chętnie nauczyłabym się chociaż w stopniu komunikatywnym ich języka, żeby móc jeszcze lepiej zrozumieć specyfikę tego regionu.




     Gdybym miała wymieniać odwiedzone przeze mnie kraje pod kątem częstotliwości z jaką w nich bywałam, to na miejscu trzecim pojawiłyby się w tym roku Niemcy. Wiosną i latem zawitałam kilkakrotnie do Drezna i Szwajcarii Saksońskiej, zwiedziłam również Bawarię szlakiem papieża Benedykta XVI, latem odwiedziłam najstarsze niemieckie miasto - Trewir, a jesienią znowu było Drezno oraz Poczdam, a zimą Berlin i ... tak dla odmiany Drezno z okazji jarmarków bożonarodzeniowych :) Kraj naszych zachodnich sąsiadów też lubię i mam dla niego szczególne miejsce w swoim sercu. Berlin był jednym z pierwszych zagranicznych miast, jakie odwiedziłam, w Berlinie uczyłam się pilotażu na kursie i w Berlinie stawiałam pierwsze samodzielne kroki w zawodzie. Jest jeszcze wiele regionów, w których nie byłam, a które bardzo mi się marzą - ale wszystko w swoim czasie. Póki co cieszę się, że mogłam te kilka razy Niemcy w tym roku odwiedzić.




      W minionym roku dane mi było również zaprzyjaźnić się na nowo z Francją i odświeżyć język francuski. Moja sympatia do tego kraju zaczęła się w odległych czasach liceum, kiedy to wbrew wszelakiej logice wybrałam język Żabojadów jako drugi język obcy do nauki. Sympatia wróciła, kiedy to na studiach udało się wyjechać na staż pedagogiczny do Lotaryngii. W 2015 roku byłam we Francji znowuż kilkakrotnie. W Paryżu, Prowansji i Strasburgu. I cieszę się, że 2016 już zapowiada kolejne wizyty w tym kraju. Jest to kraj, który darzę szczególną estymą, chociaż moje doświadczenia z wizyt w nim nie zawsze były dla mnie przyjemne. Ale lubię też o Francji pisać i jakoś łatwo mi się o niej pisze, czego efekty widzieliście zapewne na blogu.



      Kolejnym Top krajem na mojej prywatnej liście jest Holandia. Ubiegłego Sylwestra spędziłam w Amsterdamie. Do holenderskiej stolicy wróciłam kilka razy i wiosną i latem. Oprócz tego tradycyjnie zawitałam też do ogrodów Keukenhof, Rotterdamu i skansenu w Zaanse Schans. Do kraju wiatraków i tulipanów też czuję sentyment. Amsterdam, jak każde zresztą miasto nad wodą, jest u mnie zawsze na liście ulubionych. Ponadto dobrze czuję się w jego architekturze, klimacie i kulturze.



     Następny kraj, który "wrócił do mnie" po latach to Hiszpania. Wrócił do mnie z na tyle mocnym natężeniem, iż zaczęłam się intensywnie uczyć języka hiszpańskiego - wszystko po to, by w tym roku, kiedy wrócę do Hiszpanii móc już swobodnie rozmawiać w jej języku.



     W 2015 zwiedziłam również belgijską stolicę, jedną z ważniejszych stolic Unii Europejskiej. Muszę przyznać, że zdecydowanie bardziej do gustu przypadła mi starsza, bardziej urokliwa część miasta, a także otwartość jej mieszkańców.



     Po raz enty w życiu zawitałam w minionym roku również na Litwę, a konkretnie do jej stolicy - Wilna, przy okazji jednej z najfajniejszych imprez folklorystycznych, które kiedykolwiek widziałam. Uwielbiam Wilno, doceniam jego przeszłość, na Rossie nieuchronnie myślę o przemijalności. Powroty do tego miasta stają się dla mnie coraz bardziej sentymentalne.



     2015 rok to dla mnie także kolejna wizyta na Węgrzech. Budapeszt, Szentendre, Esztergom i Wyszehrad wraz ze swoim zakolem Dunaju, to miejsca, które mogłam odwiedzić. Kraj naszych bratanków jest piękny, też nacechowany swoją nie zawsze łatwą historią, lubię jego folklor - a tak służbowo - nie przepadam za jeżdżeniem autokarem po węgierskiej stolicy :) Ale jakich to poświęceń człowiek nie zniesie, żeby zobaczyć coś ciekawego. Jeden wieczór w lokalnej czardzie wynagradza zresztą wszelakie trudy podróży.




      W minionym roku zobaczyłam także jedno ze szwajcarskich miast - malowniczo położone wśród Alp Einsiedeln. Spędziłam tam zaledwie jeden dzień, ale spodobał mi się szwajcarski klimat, a chyba przede wszystkim to, że podczas krótkiego spaceru po mieście mogłam porozmawiać z jego mieszkańcami zarówno po włosku, po niemiecku jak i po francusku.



      Byłam też w Austrii. Z okazji kolejnych już jarmarków przespacerowałam się po Wiedniu, popołudniami chroniąc się od zamarznięcia w lokalnych muzeach. Wiedeń jawi mi się zawsze jako miasto luksusowe, pewnie przede wszystkim ze względu na echa swojej cesarskiej przeszłości. Zawsze kiedy je opuszczam, czuję również pewien niedosyt - że jeszcze nadal za mało widziałam, że chciałoby się więcej ...



      Tyle jeśli chodzi o przekraczanie granic podczas podróży. Ale wiele turystycznych dni spędziłam również odkrywając tajniki i ciekawostki naszego pięknego kraju. Przede wszystkim - dosyć dobrze poznałam Wrocław i jego okolice. Generalnie mogłabym rok 2015 nazwać rokiem sympatii dla Dolnego Śląska, bo wracałam tam wielokrotnie. W Karkonosze i Góry Stołowe, zwiedzając podziemne miasta w Kowarach czy Osówce, a także szlakiem Kościołów Pokoju w Świdnicy i Jaworze. Wielokrotnie zawitałam też do Trójmiasta, zawsze starając się zobaczyć w nim obiekt, do którego wcześniej z różnych powodów nie mogłam dotrzeć, byłam też w Warszawie, Krakowie, na Podkarpaciu i na Kaszubach oraz w Toruniu. Po wielu latach odwiedziłam również Kielce i Góry Świętokrzyskie, a także niewielkie nadbałtyckie miasteczka, jak Pobierowo, Łukęcin, czy Niechorze.




     Szczególne miejsce w moim sercu i moim życiu zajęło również miasto, w którym mieszkam (o ile akurat nie jestem w podróży ;-) , czyli Poznań. Zaczęłam poznawać to moje miasto na nowo, odkrywać je i zaprzyjaźniać się z nim coraz bardziej, dzięki kursowi przewodnika po Poznaniu, który obecnie robię. Nieraz stwierdzam, że cała nasza kursowa przesympatyczna ekipa nie jest do końca normalna. W ciągu tygodnia zamiast odpoczywać po pracy siedzimy do wieczora na wykładach, a w soboty zmarznięci do szpiku kości przemierzamy poznańskie uliczki odkrywając ich tajemnice, w porach, kiedy zwykli ludzie budzą się dopiero po piątkowych imprezach, lub zaczynają się szykować na sobotnie. Ale, jak dla mnie, wszystko rekompensuje wiedza zdobyta na zajęciach i fantastyczni ludzie, których dzięki nim poznałam.



     Także, podsumowując - rok 2015 był bardzo intensywnym podróżniczo rokiem mojego życia. Zatrzymywałam się wtedy, kiedy już ewidentnie musiałam (zazwyczaj z przyczyn zdrowotnych niestety, ale i z takimi trzeba się czasem zmierzyć). W ogólnym zarysie - był to dobry rok. Wiele się nauczyłam, wiele przeżyłam, wiele zobaczyłam. Na swój przedziwny sposób pewnie też dorosłam.


     A co w 2016 roku? Nadal nie zamierzam osiąść :) Będą Włochy, Francja, Hiszpania, Portugalia, Niemcy, ulubione polskie destynacje, kochane polskie góry. Może postawię sobie również jakieś większe wyzwania. Chciałabym na pewno więcej czasu poświęcić blogowi i dzieleniu się z Wami moimi rozmaitymi przeżyciami i refleksjami z podróży. Czas pokaże jak to będzie. Pewnych rzeczy nie da się zaplanować, życie samo pisze najlepsze scenariusze.


      Szczęśliwego Nowego Roku :) !


sobota, 27 grudnia 2014

Podróżnicze podsumowanie 2014

     Kończy się rok 2014. Blogerzy podróżniczy, których czytuję, robią swoje podróżnicze podsumowania. Spróbuję i ja. To był dobry rok, choć pełen rewolucji. I momentami niełatwy. Rok zmiany pracy, zmiany miejsca zamieszkania, rok walki z chorobą. Ale też rok wielu pozytywnych wydarzeń, miejsc i ludzi, którzy stanęli na mojej drodze.

Ale od początku.

Styczeń.

W styczniu za dużo się podróżniczo u mnie nie działo. Poza kanonowym zwiedzaniem Poznania. Wstyd się przyznać, ale teraz mieszkam już w tym mieście, a nadal nie wszystko udało mi się zobaczyć. Bo na to co najbliżej przecież zawsze mamy czas.

Luty.

Luty już był ciekawszy. Poczułam się lepiej, pojechałam ze starymi znajomymi do Zakopanego trochę naładować baterie w ukochanych Tatrach. Potem z moimi dzieciaczkami z drużyny produkowałam się pod Witnicą na biwaku. A następnie przyszedł czas na Kanon PTTK i Paradyż, Zieloną Górę i Barlinek. Mimo lutego pogoda dopisywała, a ja dowiedziałam się wielu ciekawostek o miejscach pozornie mi znanych. Luty to również moje pierwsze samodzielne wyzwanie w karierze pilota zagranicznego i wyjazd z zaprzyjaźnioną grupą do Berlina.

Marzec.

Marzec rozpoczął się od dokładnej penetracji Szczecina, również zgodnie z Kanonem Krajoznawczym. Doceniłam uroki tego miasta i przekonałam się, że jest całkiem atrakcyjne turystycznie. Później pojechałam jako pilot do Wilna, nawiązując przy okazji współpracę z kolejnym biurem podróży. W marcu zdobyłam też kolejny szczyt z Korony Gór Polski - a mianowicie Kłodzką Górę. I po raz kolejny pilotowałam wycieczkę do Niemiec, tym razem Stralsund.

Kwiecień.

W kwietniu moja kariera zaczęła się na dobre. Ale zanim rozkręciłam się w pracy pojechałam jako turystka zobaczyć Amsterdam i Ogrody Keukenhof. Kanon Krajoznawczy Polski zaprowadził mnie do Grudziądza, Chełmna i Świecia, a kilkudniowe zlecenia pilotażowe do Trójmiasta, Malborka i na Mazury.

Maj.

Maj był już zupełnie szalonym, ale dobrym miesiącem. Węgry - Budapeszt, Esztegom, Szentendre, Wyszegrad. Znowu Amsterdam i Keukenhof. Malbork, Gniew, Warszawa, Praga, Bratysława, Wiedeń, a także Szlak Piastowski i Wrocław.

Czerwiec.

Czerwiec zaczęłam w moich ukochanych Włoszech, a tam Werona, Wenecja, Asyż, Rzym. Potem znowu Gniew i Malbork, Trójmiasto, Toruń, Kłodawa i Kopalnia Soli. Później na chwilę zastopowałam, bo trzeba się było obronić.

Lipiec.

Najpierw wybyłam na trzy długie tygodnie do Bułgarii budząc w sobie przy okazji zainteresowanie Bałkanami i chęć lepszego ich poznania. Później przyszła pora na to, co lubię najbardziej, czyli nasze polskie piękne góry. Tym razem Pieniny. Trzy Korony, Wąwóz Homole, Dunajec, Zamki Czorsztyn i Niedzica. Oczywiście mój apetyt nie został do końca zaspokojony. Wysokiej nie zdobyłam. Pobliskiego Turbacza również. Muszę tam wrócić!

Sierpień.

W sierpniu walczyłam o zdrowie, więc mniej pracowałam. Ale polskie wybrzeże udało się zaliczyć. Tradycyjnie Trójmiasto, Hel, Jastrzębia Góra, Władysławowo i znowu Malbork. Potem miał być urlop i kilka długich dni w górach. Skończyło się w Łodzi. I projekt Kanon po raz kolejny. Całkiem sympatyczne dni, choć okupione moim złym samopoczuciem.

Wrzesień.

Wrzesień był cudowny, bo znowu w mojej drugiej ojczyźnie, czyli w Italii. Tym razem oprócz Rzymu i Wenecji była jeszcze Florencja, Piza, San Gimignano, Siena i Bolonia, a także kilka dni wypoczynku w Lacjum. Im więcej jestem we Włoszech, tym bardziej uwielbiam ten kraj.

Październik.

Październik to przeprowadzka do Poznania i na nowo oswajanie się z tym miastem. A także Monachium, Węgry, czyli Eger, Budapeszt, Szentendre i Zakole Dunaju, a także Warszawa, Ciechocinek i Praga. Później Auschwitz i Częstochowa.

Listopad.

Zmieniłam studia, poświęcając się już zupełnie turystyce. Podróżowałam niedużo znowuż przytłoczona chorobą. Ale byłam w Auschwitz i Częstochowie raz jeszcze, skończyłam bardzo inspirujący kurs w Zielonej Górze, a także przeszłam Góry Lisie i Góry Kamienne. Przemiły czas. W listopadzie zaczęła się też era jarmarków bożonarodzeniowych - ten listopadowy w Berlinie był chyba najzimniejszy na jakim byłam w tym roku.

Grudzień.

Grudzień też był szalony. Ale dużo w nim było pozytywnej magii. Berlin razy kilka, Tropikalna Wyspa, Gniezno i Fabryka Bombek, Oćwieka, Młodzikowo, a także Drezno i Wiedeń, o których już pisałam na blogu. Sylwestra spędzam w Holandii.

Nie mam na co narzekać. Podróżniczo to był wspaniały rok. Rok, w którym dużo się nauczyłam. Poznałam wspaniałych ludzi. A także odnowiłam znajomości z tymi, z którymi kontakt kiedyś się urwał. Przekonałam się, kto naprawdę jest moim przyjacielem i komu naprawdę na mnie zależy. Nie zawsze było łatwo, ale każde doświadczenie nas przecież czegoś uczy. A w życiu bardzo ważny jest drugi człowiek. Oby jak najwięcej mieć w swoim otoczeniu takich, którzy inspirują i dodają skrzydeł.

Kolejny rok zapowiada się jeszcze lepiej :)

Szczęśliwego Nowego Roku!